niedziela, 31 stycznia 2016

Dlaczego wciąż z nim sypiam?

Hej, kochani!

  Dzisiejszym tematem jest mój pluszowy miś. Nazwijmy go Misiu Pysiu. Brakuje mu już waty, kokardka od dawna nie wygląda jak nowa, a na brązowych oczach powstało pełno rys. Ja i Misiu Pysiu mamy mocną więź, dlatego niegrzecznie byłoby go porzucić teraz - po 9 latach przyjaźni.
  Wszystko zaczęło się w moje 7 urodziny. Dostałam go jako prezent od mamy i od tego czasu spędzamy razem większość nocy. Ktoś obcy mógłby powiedzieć "Szesnastolatka wciąż śpiąca z misiem? Phi, to już nie przystoi". Ale naprawdę mnie to nie obchodzi. On jest dla mnie kimś więcej, niż kawałkiem pluszu. Jego materiałowe futerko wchłonęło setki moich łez, a szklane oczka oglądały nie jedne sceny śmiechu. Przeżył ze mną moje pierwsze dni w nowej szkole (uroki przeprowadzek), pierwsze prawdziwe przyjaźnie, a nawet pierwsze zauroczenia. Jest dla mnie naprawdę ważnym przyjacielem (?), mimo to wiem gdzieś podświadomie, że niedługo się pożegnamy. Może nie teraz, może dopiero, kiedy zacznę studiować, ale czy powinniśmy się pozbywać rzeczy, które kochamy tylko dlatego, że teraz jesteśmy na nie "za starzy"? Zakładam, że nie jedna osoba przechowuje pod poduszką swój dziecięcy kocyk, albo na dnie szuflady różową bransoletkę z serduszek, którą babcia kupiła wam na kramie, kiedy miałyście 6 lat.
  Czy jest coś złego w przywiązywaniu się do rzeczy materialnych? Możliwe, że tak. Ale tacy już jesteśmy - przywiązujemy się, więc po co się z tym kryć? Jestem dumna z mojego Misia, który aktualnie jest dla mnie symbolem dzieciństwa, ale nie tylko. Mogę powiedzieć, że całego mojego dotychczasowego życia. Jestem na 99 procent pewna, że za jakieś 5 lat już nie będę czuła z nim mocnej więzi, ale na pewno miło będzie popatrzeć na niego, uśmiechnąć się i przypomnieć sobie wszystkie zawirowania w życiu tej dorastającej dziewczyny, którą kiedyś byłam. Nie wstydźcie się tego, co jest waszym Misiem Pysiem, bo to jest częścią was, waszej historii, waszego JA.


Wasza - kolejna taka blogerka :)

piątek, 29 stycznia 2016

5 rzeczy, które mnie przerażają

Hej, kochani!

  Przychodzę do was z 5 rzeczami, które mnie aktualnie przerażają. Dokładnie teraz. W tym momencie. W końcu dlaczego by nie dzielić się z całkowicie obcymi ludźmi swoimi najgorszymi strachami? Numery od 1-5 są całkowicie przypadkowe, 1 nie jest najgorsze, ani 5 najmniej straszne.

1. HISTERYCZKA - moja pani historyczka. Może ksywka histeryczka nie jest dla niej całkowicie odpowiednia, bo to kobieta zazwyczaj bez uczuć, ale oddaje to co się ze mną dzieje na jej lekcjach. Jedno jej spojrzenie i jestem w stanie powiedzieć, że II WŚ zaczęła się w 1815, a sama urodziłam się 3 lata później. Kobieta bazyliszek, nigdy nie zaglądaj jej w oczy, bo jedyne i ostatnie co kiedykolwiek zobaczysz to chłodne światło mówiące, że jeśli zdasz, to i tak na tyle ledwo, żeby być zawstydzony swoją postawą Polaka patrioty.
2. NIGDY NIE BĘDĘ PIĘKNA - nie oszukujmy się, każdy z nas jest trochę płytki. Niektórzy jak kałuża, inni jak Rów Mariański, ale każdy. Owszem, przeraża mnie wizja, że nigdy nie wyjdę ze swojego "kaczęcego" okresu. Jako nastolatka mam przywilej do trądziku i przetłuszczającej się skóry głowy, ale co jeśli zostanie mi tak na zawsze? Albo jeśli będzie gorzej?! Możliwe, że już zawsze będę krzyczeć patrząc rano w lustro. No dobra, nie krzyczę, ale jestem całkiem blisko. Na szczęście makijaż wypiękni każdą potworę, nawet nastolatkę o poranku.
3. MATEMATYKO KRÓLOWO NAUK - idź panować gdzie indziej! To nie tak, że jej nie lubię - dajcie mi algebrę i może nawet nauczę się na 4. Ale geometria... agrh... nie, weźcie to. Dlaczego?! Nie ważne ile czasu nad nią spędzę wynik będzie mierny (jeśli mam szczęście). Wolałabym mieć dwie historie zamiast jednej lekcji geometrii, a to już wiele mówi!
4. MOJE MARZENIA PÓJDĄ SIĘ WALIĆ - mam dokładny plan na życie. A co jeśli życie już samo zdecydowało jak to będzie wyglądać? Co jeśli nigdy w życiu nie zwiedzę wszystkich miejsc, które chcę zobaczyć? Co jeśli zawsze będzie mi brakować hajsów? Co jeśli nie zostanę lekarzem? Co jeśli.. co jeśli..?! Przyszłość jest niepokojąca, a czekanie na nią dosłownie zabiera mi teraźniejszy czas. Ale skoro przez dużą jego część jest mi źle, to dlaczego by nie marzyć o lepszym?
5. NIE JESTEŚ ZABAWNA - czasem mam wrażenie, że jedyne co mi zostało, to poczucie humoru. Może i specyficzne, może głupkowate, ale nie mam czym innym sobie zjednywać ludzi. Dlatego pewne okropne uczucie pogłębia moją rozpacz - strach przed zabraniem mi ostatniej rzeczy, którą naprawdę i zawsze w sobie lubię. Strach przed zostawieniem mnie pustej i bezwartościowej (bo i tak czasem się czuję, głównie, gdy faktycznie nie jestem w nastroju do żartów). Co mi da pewność, że będę potrafiła się śmiać z siebie, czyli trzymać się ostatniej deski ratunku dla mojego delikatnego ego? Nic, dokładnie nic.

  Na pewno boję się większej ilości rzeczy i gdybym jako bohaterka "Niezgodnej" miała przejść przez wszystkie swoje strachy siedziałabym tam 3 dni, ale to chyba te największe. Najciemniejsze, najstraszniejsze i najbardziej moje. Jestem ciekawa, czy ktoś zmaga się z czymś podobnym jak ja? Możliwe, że dużo osób. Właściwie mogę powiedzieć, że moje strachy nie są najgłębszymi i najbardziej przemyślanymi. Ale po co mam udawać, że jestem niesamowicie elokwentna, współczująca i co noc martwię się losem dzieci w Afryce, które uzbierały za mało lajków na fejsbukach, żeby wysłali im wodę? Nie zrozumcie mnie źle - uświadamiam sobie problemy inne, niż pierwszego świata, ale nie spędza mi to snu z powiek, bo nie jest blisko mnie, czyli mnie nie dotyczy. I póki sytuacja wciąż tak się będzie przedstawiać moje główne 5 strachów pozostanie na swoim miejscu. Może powinniśmy być szczęśliwi, że boimy się geometrii, a nie tego, że jutro nie zjemy ciepłego posiłku? Ale strach to strach, każdy przeżywa go po swojemu i to co dla jednego będzie błahostką dla drugiego może być przepłakaną nocą.

Wasza - kolejna taka blogerka :)

czwartek, 28 stycznia 2016

kolejna taka... pierwsza notka


Hej, kochani!

  Cały tydzień zbieram się do założenia tego bloga. Powinnam wam tu opisać siebie, co lubię, co robię i jaka to jestem wyjątkowa. Niestety tego nie zrobię, nie chcę żebyście mi zazdrościli XD
Naprawdę potrzebuję jakiegoś miejsca na moje myśli, a mój umysł nie jest tak pojemny. Jestem nastolatką, wciąż szukam siebie, to chyba normalne, tak? Czasami zapominam kim jestem, gubię się. Na przykład teraz - nie mam o tym pojęcia. Skąd mam to wiedzieć? Czy któregoś dnia dostanę SMS z treścią wyjaśniająca mi do czego zostałam stworzona? Bo to byłoby świetne! Niestety jak przypuszczam sama będę musiała do tego dojść.
  Mam już dość popadania w skrajności, ale czy taka nie jest nasza natura? A może tylko moja. Tracę humor, tracę przyjaciół, tracę siebie? Kim właściwie jest to coś co siedzi w mojej głowie? Kim jestem JA? Zdecydowanie za często zadaję sobie to pytanie. Ale hej! - właśnie dlatego założyłam tego bloga. Może nikt go nie będzie czytał, a może kiedyś, za 60 lat jak już umrę sławna i bogata ktoś go odnajdzie i stanie się szalenie popularny?
  Przekonamy się...

Wasza - kolejna taka blogerka :)